Jak babskie wyjazdy pomagają odnaleźć równowagę?

Czujesz, że życie pędzi, a Ty potrzebujesz zatrzymać się i powrócić do równowagi? Jesteś ciągle zajętą mamą, której ciężko znleźć chwilę dla siebie? Mam na to pewien sposób. Może spróbujesz wybrać się na babski wyjazd?

Babskie wyjazdy są fajne, bo są babskie. Na chwilę z dala od rodziny, dzieci, mężów, partnerów, zobowiązań, projektów, ważnych telefonów, odhaczania listy zadań, ogarniania chaty. Docenia się to chyba szczególnie, kiedy jest się mamą. Ale niekoniecznie. Dziś prawie każdy żyje przecież w biegu i na nic nie ma czasu. Kołowrotek pędzi, a my nie mamy nawet chwili, żeby wsłuchać się w swoje potrzeby.

Na takich wyjazdach jest inaczej. Jest czas na wszystko. Na powolne zwiedzanie, szwendanie się po malutkich uliczkach, nocne spacery, półgodzinne zastanawianie w sklepie nad wyborem tej najpiękniejszej ręcznie malowanej miseczki… Nikt nie pogania. Ja uwielbiam się nie spieszyć. Nikt niczego ode mnie nie chce. Jest czas na spokojne picie kawy, na sączenie wina i na pogaduchy do trzeciej nad ranem, a potem nawet jest jeszcze czas, żeby to odespać. 

Uwielbiam babskie wyjazdy, bo działają jak terapia. Odpoczywam ja i moja głowa. Od codzienności, od wszystkich ról, w które każdego dnia trzeba się wpasować – bycia mamą, żoną, koleżanką z pracy, wciąż ogarniającą, załatwiającą, pilnującą, żeby wszystko grało.

Żeby było jasne – ja bardzo, ale to bardzo lubię swoje życie i swoje role w nim. Ale uważam, że dla równowagi dobrze czasem się od nich oderwać. Na te parę dni znikam i mnie nie ma. Jestem tylko z moimi dziewczynami i jedyny nasz cel to odpoczynek i regeneracja. No może warto też zobaczyć trochę okolicy i pozwiedzać 😉 ale to w jakim powolnym tempie lubimy to robić, to wiemy tylko my! 🙂

Nasze babskie wyjazdy.

Jeździmy co dwa lata. Jest nas 3, choć skład wyjazdów częściowo ulegał zmianie. Ale ta wersja aktualna bardzo nam odpowiada. Tegoroczny Neapol był już szóstym wyjazdem z naszego cyklu. Wcześniej był Londyn, potem Paryż, Rzym, Czarnogóra, Gdańsk. Bardzo mnie cieszy, że udało nam się stworzyć taką naszą tradycję. Spotykając się w Londynie 10 lat temu, któraś z nas rzuciła hasło, że trzeba by to robić częściej.

Na szczęście na słowach, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, się nie skończyło!

Życie pokazało, że wyjazd co dwa lata, to taka optymalna dla nas opcja. Nie za często, ale też nie za rzadko. Na pewno jest to bardziej możliwe do zrealizowania niż wypad rok w rok. Wiadomo – każda z nas ma swoje zobowiązania. Dzieci, faceci, prace, inne wyjazdy i takie tam… I, oczywiście, jak przychodzi do planowania wyjazdu, to wcale nie jest łatwo. Ale jako, że chcieć znaczy móc, a my wszystkie chcemy bardzo (!) to jakoś dajemy radę.

W międzyczasie któraś z nas rodziła dziecko, któraś zmieniała pracę, ktoraś się przeprowadzała, któraś awansowała, któraś miała kryzys w związku. Ot zwykłe życie – wiele się dzieje, cały czas coś. Ale ten wyjazd jest świętością. Wpisujemy go w plany na rok parzysty i już. Nie ma opcji, że do niego nie dojdzie. Nikt ani nic nas nie zatrzyma.

Nieważne gdzie, ważne z kim

W tym roku padło na Neapol. A właściwie to padło na niego już w 2020, ale wtedy plany pokrzyżowała nam pandemia. Neapol zamieniłyśmy szybko na Gdańsk i też dobrze się bawiłyśmy. Był to marzec 2020, a więc sam początek covidowego zamieszania. Poszłyśmy wtedy na koncert, zupełnie nieświadome, że przez następny rok zobaczenie takiego skupiska ludzi będzie niemożliwe…

Nasze wyjazdy to zwykle takie city breaks. Duże miasto, trochę zwiedzania, wieczorne spacery, pyszne lokalne jedzenie, knajpki. Inaczej było w Czarnogórze – tam zamiast jednego dużego miasta było kilka mniejszych, urokliwych miasteczek i zachwycająca przyroda. Teraz chodzi nam po głowie coś nieco innego – może trochę plażowania?

Ale tak naprawdę, to nie do końca ważne jest dokąd pojedziemy. Nie musi być wcale spektakularnie. Wcale nie musi to być jakieś n i e w i a d o m o g d z i e. Ważne, żeby na tych parę chwil oderwać się od codzienności. Wyskoczyć z kołowrotka zwanego życiem. Można wtedy spojrzeć na to, co nasze z dystansu, a z daleka naprawdę problemy stają się mniejsze. Poza tym uświadamiamy sobie wtedy nawzajem, że każdy ma swoje, mniejsze lub większe, wyzwania. Uwierzcie mi, że wyjazdy w babskim gronie działają kojąco. Kto praktykuje, ten wie. Za każdym razem po powrocie czuję się jakby lżejsza. Zawsze przed wyjazdem odliczam dni i marzę, żeby trochę od tych moich chłopaków odetchnąć, to jednak wracam stęskniona jak nie wiem co! I choć zapasów cierpliwości nie wystaracza zwykle na zbyt długo, to jednak takie chwilowe oderwanie się pozwala docenić zwykłe, codzienne, niby nienadzwyczajne życie.

Jeszcze nie wiemy dokąd poniesie nas za dwa lata, ale pewne jest, że znowu spędzimy tych kilka dni razem, w spokoju, szwendając się i popijając wino. Już nie mogę się doczekać!

A tym, kto nie próbował takiego rodzaju zbiorowej „terapii”, gorąco polecam!


Wszystkie zdjęcia pożyczone zostały z unsplash.com

Related Posts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.